Najlepsza przyjaciółka

Janina pracuje w zawodzie pielęgniarki na oddziale intensywnej terapii od wielu lat. Często ma do czynienia z czyjąś śmiercią, przez co sprawia wrażenie osoby znieczulonej i nie przykładającej wielkiej wagi do kwestii umierania. Jednak często wspomina historię, która przytrafiła się jej, gdy uczęszczała jeszcze do liceum medycznego …

W ostatniej klasie młoda Janina wraz ze swoją przyjaciółką Ewą przygotowywały się już do egzaminów końcowych myślami krążąc już przy wymarzonym zawodzie pielęgniarki. Dziewczyny spędzały ze sobą sporo czasu, można rzec – były nierozłączne. Nie miały przed sobą żadnych tajemnic, często odwiedzały się w swoich domach i plotkowały długimi wieczorami o chłopcach, planach na przyszłość czy chęci wspólnego podjęcia pracy w tym samym szpitalu. Janina zawsze miała nieco pesymistyczne nastawienie, była bardziej kłótliwa, choć z wyglądu śliczna i niewinna – blondynka o pięknych niebieskich oczach, to jednak coś w jej osobowości było takiego delikatnie mówiąc odpychającego (sama tak przyznaje po latach), przez co to właśnie niepozorna brunetka Ewa, z krótką, pozostawioną w wiecznym nieładzie fryzurką cieszyła się ogromnym zainteresowaniem chłopców, czego Janina jej po cichu zazdrościła. Ewa była jak w czepku urodzona, wszystko jej wychodziło, miała najlepsze oceny, najprzystojniejszego chłopca, bardzo opiekuńczych, dobrze sytuowanych rodziców. Janina czasem czuła się przy koleżance jak szara mysz, której wiecznie brakowało pieniędzy, rodzice jej nie rozumieli i wszystkiego jej zakazywali i ile by się nie uczyła, to Ewa spędzająca dużo czasu na balach, prywatkach czy ogniskach i tak była od niej bystrzejsza. Janina twierdzi, że w jej przyjaciółce tliła się tak ogromna pasja życia, że zdawała się osobą skazaną na sukces…

Wszystko jednak przekreśliła jedna noc, której Janina nie zapomni do końca życia. Było to początkiem wiosny, więc pomimo lekkiego ocieplenia w dzień, noce były jeszcze przejmująco chłodne. Janina pamięta, że zbudził ją jakiś nieopisany niepokój. Czuła, jakby coś złego się stało, ale nie potrafiła zrozumieć, co to mogło być. Pomimo chłodu, czuła, że jest cała spocona, rozpalona, a dreszcze przejmowały jej ciało, zaczęła się obawiać, że być może jest na coś chora. Wstała z łóżka z zamiarem napicia się wody, przeszła przez swój pokój, by następnie otworzyć drzwi i przejść na korytarz. Swój pokój przemierzyła poprzez ciemność, ale na korytarzu o dziwo ktoś pozostawił zapalone światło. Żeby dojść do kuchni należało zejść po schodach piętro niżej (Janina mieszkała wraz z rodzicami w piętrowym, starym poniemieckim domu), jednak, gdy dziewczyna skierowała swe kroki w kierunku schodów, zdała sobie sprawę, że ktoś na nich siedzi. To była jej przyjaciółka Ewa, gdy zauważyła Janinę, uśmiechnęła się i ręką wskazała miejsce obok siebie. Janina przysiadła na schodach obok przyjaciółki, zupełnie nie mogąc zrozumieć co tamta robi u niej w domu w długiej koszuli nocnej i bez butów, o nocy nie wspominając.

Zapytała:

-Skąd Ty się tu Ewa wzięłaś?!- tamta uśmiechnęła się promiennie, Janina twierdzi, że ten uśmiech koleżanki zapamięta do końca życia, gdyż był tak radosny i ciepły, jak nigdy wcześniej.

-Przyszłam się z Tobą pożegnać – odpowiedziała, bardzo spokojnie i bez śladów rozpaczy w głosie. Janina pamięta szczegółowo tylko ten fragment rozmowy, potem ich rozmowa przebiegała, ponoć tak, jak zwykle, gdy się spotykały, czyli mówiły o szkole, o swojej przyjaźni, o chłopcach. Miła pogawędka sprawiła, że Janina zupełnie zapomniała o dziwnych okolicznościach spotkania. W końcu dziewczyny się rozstały, Janina pamięta, że na pożegnanie Ewa delikatnie pocałowała ją w policzek i zeszła po schodach, jakby nigdy nic.

Następnego dnia rankiem sąsiad przyniósł tragiczną wiadomość, że Ewa koleżanka Janiny zginęła w wypadku dzień wcześniej w godzinach wieczornych. Jechała ze swoim chłopcem na motorze i nieszczęśliwie się złożyło, że ów stracił panowanie nad pojazdem, w momencie przekraczania starego drewnianego mostku. Ewa przeleciała prze barierkę, zginęła na miejscu w momencie uderzenia głową o kamień. Jej chłopak, długo walczył o życie i z wypadku wyszedł obronna ręką, ale nie tylko stracił w nim najbliższą osobę, ale również zdrowie, gdyż wymagał wielu lat rehabilitacji by dojść do całkowitej sprawności. Janina często odwiedza grób Ewy, nie może zrozumieć tego co zdarzyło się tej pamiętnej nocy. Jak Ewa mogła przyjść do niej skoro nie żyła? Janina powiedziała mi, że często w modlitwach pytała Ewy, jak to się stało, że tamta do niej przyszła, ale nigdy nie uzyskała odpowiedzi. Tak jakby Ewie było dane tylko raz się pożegnać, a potem gdzieś odeszła, przepadła, nie dając więcej znaków swojej bytności. Zastanawiałyśmy się z Janiną, czy spotkanie o którym opowiada nie było przypadkiem zwyczajnym snem, wiele na to wskazuje, choć Janina twierdzi, że wszystko było bardzo namacalne i realne. Dziwi ją też to, że tak doskonale zapamiętała to zdarzenie, zwłaszcza jeśli było snem, gdyż wiele snów miała w życiu, a tylko ten pamięta tak szczegółowo. Doszłyśmy do wniosku, że nawet jeśli był to sen, a nie realne spotkanie, to i tak, było to bardzo tajemnicze i zupełnie wykraczające poza ramy racjonalności. Przecież w żaden sposób Janina nie mogła wiedzieć wcześniej o śmierci Ewy, skąd więc te przeczucia i sen o pożegnaniu? Oczywiście, wzięłam też pod uwagę opcję, że Janina mogła mnie okłamać, zdaje mi się to jednak mało prawdopodobne, gdyż historię tą opowiadała mi zarówno gdy byłam dzieckiem (Janina jest moją ciocią), jak również, teraz gdy jestem dorosłą kobietą. Musiałaby być bardzo wytrawnym kłamcą, gdyż utrzymywanie, że wymyślona historia zdarzyła się naprawdę nie jest łatwe i trudno zrozumieć jaki mogłoby mieć sens. Wierzę mojej cioci, choć przez te wszystkie lata przeżyła wiele innych tragicznych momentów, nigdy nie zapomniała Ewy i tej dziwnej nocy. Wciąż nosi zdjęcie tragicznie zmarłej w portfelu i często zastanawiamy się wspólnie dokąd po pożegnaniu z ciocią Ewa się udała…?