Paniczna ucieczka

Adrian – mój kolega z czasów dziecięcych, był bardzo sympatycznym, wesołym chłopcem, znaliśmy się dość dobrze. Wiedział, że interesują mnie próby nawiązania relacji i zrozumienia przejawów bytności pozaziemskich i szczerze z tego drwił. Z czasem poznał sympatyczną kobietę, ożenił się, założył rodzinę. Wciąż utrzymywaliśmy kontakty, ale niezbyt często, aż do dnia, w którym Adrian przyszedł do mojego domu około 2 w nocy i powiedział mi, że zwariuje jeśli nie opowie w końcu dziwnej historii, która mu się przytrafiła i tylko ja będę w stanie ją zrozumieć. Zaprosiłam więc niechętnie Adriana do mojego niewielkiego saloniku, zła, gdyż o 5 musiałam wstać i zebrać się do pracy. Sądziłam, że pewnie pokłócił się z żoną lub chce się poradzić w sprawie dzieci. Szybko zrozumiałam jednak, że sprawa jest poważniejsza niż się zdaje, Adrian był dziwnie poruszony i zupełnie zagubiony. Opowiedział mi o historii, która przytrafiła mu się jakiś miesiąc wcześniej i spowodowała, że jego życie przewróciło się do góry nogami. Jechał wtedy tą samą drogą powrotną co zwykle z Warszawy, Adrian jest naukowcem, więc często udaje się do Warszawy na konferencje, sympozja itp. Było już dosyć późno, a Adrianowi chciało się spać, stanął więc na poboczu, by odetchnąć świeżym powietrzem i wyciągnąć z bagażnika puszkę z napojem energetycznym. Nie była to bardzo odludna droga, nieopodal widoczne były zabudowania, więc przy świetle latarni Adrian udał się na tyły samochodu celem wydostania upragnionego napoju. Gdy wrócił do auta drzwi od strony kierowcy pozostawił otwarte. Była ta późna jesień, więc chłód go orzeźwiał. Zapragnął zapalić papierosa, wyciągnął już go nawet z paczki, jednak w tym momencie zapalniczka niefortunnie osunęła się w dół. W tym momencie Adrian zorientował się, że nie jest sam stała za nim postać mężczyzny dość wysokiego i dobrze zbudowanego kątem oka Adrian dostrzegał koszulę w kratę i dżinsy. Wystraszył się, że mężczyzna zapewne planuje go zaatakować skoro się nie odzywa i dlatego zbliżył się na tak nieznaczną odległość. Wiedział, że w tej sytuacji gwałtowne ruchy tylko rozjuszą napastnika, udawał więc, że najzwyczajniej w świecie sięga po zapalniczkę, zresztą uznał, że zapalniczka to wszystko co posiada, co mogłoby posłużyć do obrony. Jednak, gdy ponownie spojrzał kątem oka do tyłu mężczyzny już nie było. Rozejrzał się dookoła uważnie na tylne siedzenie i teren dookoła. Nie było śladu po mężczyźnie jakby rozpłynął się w powietrzu. Adrian czym prędzej zatrzasnął drzwi i z piskiem opon odjechał z tego dziwnego miejsca. Nie zatrzymał się już ani na krótki moment. Gdy dotarł do domu jeszcze raz uważnie obejrzał auto z każdej strony po czym udał się do domu. Nie mógł spać tej nocy, jednak jego racjonalny umysł podpowiadał mu, że albo miał halucynacje wynikiem zmęczenia, albo był tam jakiś miejscowy człowiek, który odszedł w niewiadomym kierunku, tylko którym, skoro nie było tam żadnych zakrętów, zakamarków, lasów, a nawet rowów. Dookoła szczere pola, pojedyncze drzewa i zabudowania jakieś 300 metrów dalej. Człowiek nie był w stanie oddalić się w przeciągu paru sekund. Adrian postawił na halucynację i uznał sprawę za zamkniętą. Jednak od tego czasu, choć nikomu nie przyznał się do zaistniałej historii zaczęły w jego domu dziać się dziwne rzeczy. Jego czteroletni wówczas synek zaczął miewać koszmary nieomal każdej nocy, a gdy Adrian z żoną próbowali dowiedzieć się, co śni się ich dziecku, malec tłumaczył, że to nie o sny chodzi, tylko o to, że ciągle ktoś przychodzi do jego pokoju. Dziecko żądało żeby nigdy nie gasić lampki i spało z latarką, tłumacząc, że jak znowu ktoś przyjdzie do jego pokoju, to pokaże to coś świecąc na to latarką. Oczywiście ani Adrian, ani jego żona nigdy tego czegoś nie zauważyli, aczkolwiek martwiło ich to, że kot którego posiadali, również dziwnie reagował, na pokój malca i miejsca, które wskazywał. Kot momentami niemożliwie miauczał przez całą noc, przez co nie sposób było zasnąć. Często jedynym rozwiązaniem było wystawienie go na klatkę schodową, tylko tam zachowywał spokój. Adrian wierzył, że to zbieg okoliczności i tłumaczył sobie, że zapewne ktoś w przedszkolu naopowiadał synkowi głupot, a kot zapewne ześwirował ze starości. Żył w tej świadomości, aż do czasu, gdy wybrał się z synem do babci (mamy Adriana), mieszkała na wsi, zaś droga prowadząca do jej miejsca zamieszkania prowadziła przez to miejsce, w którym Adriana spotkała, ta dziwna historia. Gdy przejeżdżali obok tego miejsca, chłopczyk nagle powiedział do ojca „zobacz tato, on tu stoi”, Adrian nie za bardzo zrozumiał o co chodzi, więc zapytał „kto stoi synku?”, wtedy dzieciak odpowiedział bez zastanowienia „no on, ten co był w moim pokoju”. Adrianowi ścierpły ręce na kierownicy, tłumaczył mi, że musiał zatrzymać samochód, bo inaczej spowodowałby wypadek, serce waliło mu jak młotem. Nie miał odwagi zapytać o więcej, bo gdyby chłopiec powiedział o czerwonej koszuli w kratę, to jak stwierdził obawiał się, że dostałby zawału. Gdy dotarł do domu swojej matki, postanowił zwierzyć się jej z całej tej sytuacji, gdyż coraz bardziej go to wszystko przytłaczało, a nie chciał martwić swojej żony. Postawa matki zdziwiła Adriana tym bardziej, gdyż kobieta zupełnie nie była zszokowana, uznała, że ten osobnik zapewne błąka się w tamtej okolicy próbując zrozumieć co się stało, dlatego podąża za osobami które napotka. Uznała, że musiał zginąć w niewyjaśnionych okolicznościach, może miał wypadek, albo ktoś zrobił mu krzywdę? Nie wiadomo. W każdym razie uznała, że najlepiej będzie jak Adrian poszuka nowego mieszkania pod wynajem, gdyż lepiej nie igrać z tym czego nie rozumiemy. Postąpił według porady matki i z wielkim trudem przekonał żonę do przeprowadzki. Szczerze wierzył, że, gdy to się stanie jego życie powróci do normy. Powiedział mi, że gdy zapytany przez kolegów z pracy o powód przeprowadzki wyznał prawdę, która wciąż nie dawała mu spokoju, ci o dziwo zamiast drwin z wariackich podejrzeń kolegi, przyznali, że w tym miejscu o którym mówi Adrian wiele osób spotykało się z bardzo dziwnymi, niewyjaśnionymi zjawiskami. Mieszkańcy pobliskiej wioski, twierdzą, że jest tam jakaś dziwna siła prześladująca żywych i nikt nie zapuszcza się w te okolice w porach nocnych. Nikt jednak nie potrafił wskazać zdarzenia w którym, ktokolwiek poniósłby śmierć. Adrian usłyszał też, że wiele osób przejeżdżając obok tego dziwnego miejsca widziało jakąś postać, najczęściej małej dziewczynki, która zupełnie znikała, gdy kierowcy zwalniali obawiając się, że widzą zbłąkane dziecko. Być może, te postacie ostrzegają przed niebezpieczeństwami lub faktycznie jak sądziła mama Adriana, błąkają się. Nie wiadomo. Niewątpliwym plusem tej historii jest fakt, że po przeprowadzce życie Adriana i jego rodziny wróciło do normy. Zasadniczo, gdy się widujemy powtarza mi, że uległ dziwnej panice, jego zdaniem zupełnie nieuzasadnionej.